O „czerwonej taśmie” słów kilka

Polski system prawa ocenia się jako jeden z najbardziej przeregulowanych w Europie. Na przedsiębiorców nakłada się zbędne obowiązki, skutecznie utrudniające im prowadzenie działalności. Zjawisko rozdętej legislacji krępującej wolność gospodarczą nazywamy czerwoną taśmą (ang. red tape).

Wolność działalności gospodarczej jest fundamentem liberalnego porządku ekonomicznego i wartością nieodzowną w systemie gospodarczym uznającym wolną wymianę rynkową za najefektywniejszy mechanizm zaspokajania ludzkich potrzeb. Istotne znaczenie tej wartości dla kształtowania wolnego społeczeństwa dostrzega również polski ustrojodawca, który w art. 20 Konstytucji RP przesądza, że wolność działalności gospodarczej oraz własność prywatna wraz z solidarnością, dialogiem i współpracą partnerów społecznych stanowią podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej. Polski model gospodarczy opiera się zatem, obok elementów etatystycznych i wspólnotowych (solidarność, dialog i współpraca partnerów społecznych), na podstawach charakterystycznych dla porządku liberalnego (konstytucyjnie chroniona wolność działalności gospodarczej oraz przyznanie własności prywatnej roli przeważającej nad każdą inną formą własności).

Wydawać by się mogło, że polskie prawo w sposób należyty chroni wolność działalności gospodarczej, czyniąc z niej wartość podlegającą ochronie na poziomie konstytucyjnym. Naszym zdaniem jednak poprzestanie na takiej niezbyt pogłębionej diagnozie byłoby wnioskowaniem zbyt pochopnym. Nie jest bowiem przypadkiem, że nasz system prawa pełen jest absurdalnych i nieuzasadnionych ograniczeń wolności gospodarczej, które jednak nie mogą być uznane za sprzeczne z ustawą zasadniczą. Diabeł wszak tkwi – jak to bywa zazwyczaj – w szczegółach. Sądzimy, że praprzyczyny przeregulowania prawa gospodarczego w Polsce doszukiwać się należy w udzieleniu wolności działalności gospodarczej niedostatecznej ochrony konstytucyjnej. Konstytucja z 1997 r. nie gwarantuje wolności gospodarczej, tzn. nie zapewnia jej w 100% [1].

Opis „rozwadniania” zasadniczego charakteru wolności gospodarczej rozpocząć należy od przywołania art. 22 Konstytucji, na podstawie którego wolność gospodarczą można ograniczyć, o ile dokona się to w drodze ustawy i będzie miało na względzie niesprecyzowany bliżej ważny interes publiczny. Innymi słowy, mimo formalnej ochrony wolności gospodarczej na poziomie konstytucyjnym, Sejm może – jeśli uzna, że chroni ważny interes publiczny – uchwalić prawo godzące w wolność gospodarczą, i to zwykłą większością głosów. Sama Konstytucja przewiduje, że jedno z jej fundamentalnych postanowień, ochrona wolności działalności gospodarczej, może być zakwestionowane (by nie powiedzieć: przekreślone) aktem niższego rzędu. Wymóg kierowania się ważnym interesem publicznym jest tak niedookreślony, że zapewnia ustawodawcy o wiele zbyt daleko idącą elastyczność w tym zakresie.

Ważną rolę w osłabianiu ochrony wolności gospodarczej odegrał Trybunał Konstytucyjny, który, interpretując przepisy ustawy zasadniczej, doszedł do wniosku, że art. 22 Konstytucji należy stosować w odniesieniu do wolności działalności gospodarczej łącznie z art. 31 ust. 3 Konstytucji, regulującym ogólne zasady dopuszczalności ograniczania konstytucyjnych praw i wolności (m.in. wyrok w sprawie K 26/00). Konsekwencją przyjęcia takiego sposobu wykładania Konstytucji (zamiast uznania art. 22 za przepis szczególny wobec art. 31 ust. 3) jest, w największym skrócie, utrwalenie poglądu, że wolność gospodarcza może być ograniczana na zasadach wskazanych w art. 22, o ile tylko ograniczenie takie nie narusza istoty tej wolności. Z uwagi na fakt, że wolność gospodarcza ma charakter niejednorodny (w jej skład wchodzą różne inne wolności i prawa: prawo własności, wolność osobista, wolność wyboru zawodu oraz miejsca jego wykonywania, prawo do równości wobec prawa, tajemnica korespondencji i wiele innych), sądzę, że próba ustalenia istoty wolności gospodarczej jest skazana na niepowodzenie. Ponieważ nie da się wskazać istoty wolności działalności gospodarczej, dopuszczenie przez TK ograniczania jej aż do jej istoty (która jest dalece nieokreślona) skutkuje zwiększeniem zamętu koncepcyjnego wokół pojęcia wolności gospodarczej, co z kolei sprzyja uzasadnianiu coraz to dalej idącego ograniczania jej przez parlament. W konsekwencji „zapora” dla ograniczeń wolności gospodarczej w postaci zakazu ograniczania jej „istoty” w rzeczywistości ma charakter fikcyjny i jest nieprzydatna dla ochrony przedsiębiorcy przed działaniami państwa [2].

Gdyby Czytelnik nie był jeszcze przekonany do tezy, że ustawa zasadnicza nie chroni wolności działalności gospodarczej w sposób należyty, proponujemy pochylić się nad jej art. 91 ust. 3. Przepis ten stwierdza, że prawo stanowione przez organizację międzynarodową jest stosowane bezpośrednio, jeśli wynika to z umowy międzynarodowej. Co więcej, prawo takie ma pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawami. Ten konstytucyjny wytrych de facto przekreśla wszelkie wysiłki, jakie mógłby podjąć ustawodawca krajowy w celu ochrony wolności gospodarczej. Organizacja międzynarodowa (nazywając ją po imieniu: Unia Europejska) może ustanowić regulacje o nieokreślonym kształcie, w nieokreślonych formach i potencjalnie ograniczające wolność gospodarczą w sposób w istocie dowolny. Na sprzeczność tego stanu prawnego z art. 22 Konstytucji wskazuje prof. K. Pawłowicz [3]. Posuwa się ona wręcz do konkluzji, że twierdzenie o konstytucyjnych gwarancjach wolności gospodarczej jest fałszywe, a powinno się raczej mówić o gwarancjach dla jej ograniczeń.

Na gruncie przedstawionych powyżej uwarunkowań konstytucyjnych twierdzimy, że zarówno prawodawca krajowy, jak i unijny skwapliwie korzysta z fikcyjnego charakteru ochrony wolności działalności gospodarczej w Polsce. Ponieważ Konstytucja – formalnie uznająca podstawowy charakter tej wartości – w rzeczywistości zakreśla niezmiernie szerokie możliwości jej ograniczania, ryzyko ustanowienia przez Sejm prawa godzącego w sposób niedopuszczalny w wolność gospodarczą jest znikome. Niemal każda krzywdząca przedsiębiorców ustawa da się uzasadnić ważnym interesem publicznym. Produkowane w skali przemysłowej unijne rozporządzenia i dyrektywy z mocy samego prawa stosowane są w Rzeczypospolitej bezpośrednio, niejednokrotnie w sposób drastyczny ograniczając wolność gospodarczą. Obłęd ujednolicania produktów i standaryzacji usług będących przedmiotem obrotu w UE oraz chęć zbiurokratyzowania i opisania przepisami każdej gałęzi życia sprawia, że polscy przedsiębiorcy toną w nonsensownych regulacjach.

Nie jest prawdą, że wolności gospodarczej nie powinno się ograniczać w żadnej sytuacji. Dla przykładu, każdy prawdopodobnie zgodzi się, że stawianie spółkom kapitałowym prawa handlowego wymogu wpisu do jawnego rejestru, dopiero po dokonaniu którego uzyskuje się osobowość prawną, jest uzasadnione. Spółka taka bowiem, jako osoba prawna, ponosi co do zasady odpowiedzialność majątkową we własnym imieniu, a zatem każdy jej kontrahent powinien, dla własnego bezpieczeństwa, móc sprawdzić, czy spółka taka w istocie istnieje i czy jest właściwie reprezentowana. Wymóg spełniania przez osoby prawne obowiązków rejestrowych jest zatem uzasadnionym ograniczeniem wolności gospodarczej.

Za inny przykład niech posłużą spółki akcyjne notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych. Wejście i funkcjonowanie na GPW wymaga spełnienia szeregu warunków, wśród których między innymi wymienić należy obowiązek skorzystania z usług licencjonowanego domu maklerskiego, obowiązek stworzenia prospektu emisyjnego, obowiązek transparentnej i rzetelnej sprawozdawczości. Z uwagi m.in. na fakt wyraźnej dysproporcji informacji między emitentem akcji a akcjonariuszami uważa się, że kompetentny organ administracji (Komisja Nadzoru Finansowego) powinien stać na straży prawidłowości i kompletności informacji przekazywanej przez spółki właścicielom kapitału. Szczególne ograniczenia wolności działalności gospodarczej osób prawnych działających w formie spółek notowanych na giełdzie wynikają zatem z ochrony interesu akcjonariuszy.

Niestety, w wielu przypadkach ograniczenia wolności gospodarczej nakładane na obywateli przez krajowego oraz unijnego prawodawcę nie są uzasadnione niczym. Wokół Polaków coraz ciaśniej zaciska się czerwona taśma regulacji administracyjnych, stanowionych bodaj dla kaprysu ustawodawcy, a utrzymywanych w mocy wyłącznie za sprawą nieefektywności instytucji państwa, które nie potrafią zidentyfikować i rozwiązywać prawdziwych problemów przedsiębiorców. Zamiast przecinać czerwoną taśmę zbędnych i absurdalnych przepisów, oferuje się im kredyty, dotacje, pomoc publiczną i wsparcie z funduszy europejskich. Nie tędy droga.

W ciągu ostatnich lat w wielu państwach świata dynamicznie postępował rozwój idei deregulowania gospodarki. Rządy takich państw jak Kanada czy Australia doszły do słusznego wniosku, że jedną z przyczyn utraty konkurencyjności przez ich narody jest nadmierne krępowanie obywateli obowiązkami, z których nie wynikają dla państwa żadne ekwiwalentne korzyści. Na podstawie prawidłowej diagnozy wyciągnięto prawidłowe wnioski i rozpoczęto zakrojony na ambitną skalę program przebudowy systemów prawa pod hasłem „przecinania czerwonej taśmy” (ang. cutting the red tape).

Wierzymy, że swoją pracą nad opisywaniem regulacji prawnych niemających racji bytu oraz proponowaniem alternatyw przyczynimy się do zainicjowania podobnych zmian polskiego prawa przeprowadzonych w duchu wolnej gospodarki.

  • [1] Zwraca na to uwagę prof. Krystyna Pawłowicz; Pawłowicz K., Wolność gospodarcza w kręgu mitów w: Konstytucyjna zasada wolności gospodarczej, Wydawnictwo „Dom Organizatora”, Toruń 2009, s. 326
  • [2] Ibidem, s. 330
  • [3] Ibidem, s. 327
Spodobał Ci się ten tekst? Udostępnij go:Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Google+0Pin on Pinterest0Email this to someone

Komentarze

komentarzy