Ustawą w tanie książki?

Grupa posłów PSL złożyła do marszałka Sejmu projekt ustawy o jednolitej cenie książki. Uważamy tę regulację za bezzasadne ograniczenie wolności gospodarczej, które – wbrew intencjom projektodawców – może przyczynić się do obniżenia poziomu czytelnictwa w Polsce.

W dniu 17 marca 2015 r. odbyło się posiedzenie senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu, na którym przedstawiciele branży księgarskiej przedstawili przygotowany przez siebie projekt ustawy o jednolitej cenie książki. Po wysłuchaniu argumentów przybyłych senatorzy jednogłośnie opowiedzieli się za dalszym procedowaniem dokumentu przez Senat, a przewodniczący Komisji Grzegorz Czelej poinformował nawet, że ustawę może udać się uchwalić jeszcze w bieżącej kadencji parlamentu. 8 kwietnia 2015 r. grupa posłów PSL wniosła do laski marszałkowskiej projekt w niezmienionym brzmieniu. Przyjrzyjmy się zatem propozycjom, które mają szansę wkrótce stać się obowiązującym prawem.

Zasadniczym postanowieniem projektu jest nałożenie na przedsiębiorców handlujących książkami obowiązku żądania za oferowane przez siebie pozycje sztywnej ceny, ustalonej wcześniej przez wydawcę. Obowiązek sprzedaży książki po cenie sztywnej trwać ma przez 12 miesięcy po jej wprowadzeniu do obrotu. Niestosowanie jednolitej ceny jest – w myśl projektu – wykroczeniem zagrożonym karą grzywny.

Pomysłodawcy projektu argumentują, że ustalenie jednolitych cen nowości wydawniczych jest działaniem niezbędnym do zatrzymania procesu zamykania małych, niezależnych księgarni. W obecnym stanie prawnym nie wytrzymują one bowiem konkurencji na rynku wydawniczym ze strony dużych sieci, które z uwagi na skalę prowadzonej przez siebie działalności otrzymują od wydawców znacznie bardziej preferencyjne warunki umów. Rabaty udzielane największym spółkom sięgają – zdaniem zwolenników projektu – 50 procent ceny hurtowej książki, podczas gdy małe księgarnie mogą liczyć na upust w wysokości co najwyżej 30 procent.

Jak podnoszą pomysłodawcy projektu, wsparcie małych księgarni jest konieczne, ponieważ w odróżnieniu od dużych sieci, nastawionych na sprzedaż najpopularniejszych i dających największy zysk pozycji, oferują one lektury ambitniejsze, których sprzedaż jest jednak mniej opłacalna. Znikanie kolejnych drobnych punktów sprzedaży książek ma – zdaniem zwolenników regulacji – jeszcze pogorszyć i tak fatalne nawyki czytelnicze Polaków. Z argumentacji pomysłodawców projektu wynika, że wyłącznie pomoc niezależnym księgarniom poprzez administracyjne zrównanie cen książek sprzedawanych w małych sklepach i dużych sieciach może odwrócić złe trendy (60% Polaków nie czyta w trakcie roku ani jednego tekstu dłuższego niż trzy strony).

Argumentacja zwolenników projektu ustawy o jednolitej cenie książki, podobnie jak proponowane przez nich remedium na złą kondycję polskiego czytelnictwa, budzi jednak poważne wątpliwości natury konstytucyjnej, prakseologicznej, a także z punktu widzenia ekonomicznej analizy prawa.

Po pierwsze, proponowaną regulację należy ocenić z punktu widzenia konstytucyjnej swobody działalności gospodarczej, będącej jednym z filarów społecznej gospodarki rynkowej (art. 20). Sztywna cena dóbr jest niewątpliwie drastycznym ograniczeniem wolności działalności gospodarczej. Wolność działalności gospodarczej może podlegać ograniczeniom, o ile zostaną one ustanowione ze względu na ważny interes publiczny (art. 22). Należy się zastanowić, czy art. 31 ust. 3 Konstytucji RP – stosowany w tym przypadku uzupełniająco – przewiduje ograniczanie konstytucyjnych wolności w celu poprawy nawyków czytelniczych Polaków. Wydaje się, że celu tego nie da się uzasadnić ochroną żadnej z wyliczonych w art. 31 ust. 3 wartości (bezpieczeństwo państwa, porządek publiczny, zdrowie publiczne, moralność publiczna, ochrona środowiska, ochrona praw i wolności innych osób).

Nawet, gdyby hipotetycznie wolność gospodarczą można ograniczać w celu ochrony dobrych nawyków czytelniczych obywateli, proponowana regulacja i tak byłaby najprawdopodobniej niekonstytucyjna ze względu na swoją nieproporcjonalność. Klasyczny, wypracowany w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego test proporcjonalności do legalności ograniczenia konstytucyjnych praw i wolności wymaga, by było ono, po pierwsze, przydatne (czyli było w stanie doprowadzić do zamierzonych przez siebie skutków), po drugie – niezbędne (czyli by nie można było osiągnąć zamierzonego celu regulacją mniej restrykcyjną), po trzecie zaś – proporcjonalne w sensie ścisłym (czyli dolegliwe dla adresatów w najmniejszym możliwym stopniu).

Oceniamy, że ustanowienie jednolitej ceny książki ma charakter nieproporcjonalny, ponieważ w ogóle nie ma szans osiągnąć celu zamierzonego przez autorów projektu (jest nieprzydatne). Twierdzenie, że ustanowienie sztywnych cen, chroniące małe księgarnie przed konkurencją ze strony dużych, bardziej rentownych sieci sprzedażowych, poskutkuje zwiększeniem odsetka czytelnictwa wśród Polaków, jest nieuzasadnione, nienależycie udowodnione i nosi wszelkie znamiona myślenia życzeniowego. Rzecz jasna, diagnoza o złych nawykach czytelniczych w Polsce jest prawidłowa, podobnie jak prawdą jest, że w ostatnich latach liczba księgarni spadła o kilkaset. Odmiennie jednak od tego, co twierdzą obrońcy proponowanej regulacji, to niski wskaźnik czytelnictwa powoduje zmniejszanie się liczby księgarni, a nie na odwrót. Ponieważ tak jest, wszelka interwencja państwa nastawiona na ochronę małych księgarni oznaczać będzie zwalczanie skutków, a nie przyczyn niepożądanego zjawiska. Tak długo, jak popyt na książki nie wzrośnie, rentowności księgarniom nie zapewnią żadne administracyjne regulacje, takie jak ustalenie sztywnej ceny. Oczekiwanie, że ochrona księgarni poprzez wyeliminowanie z rynku mechanizmu wolnej konkurencji wygeneruje popyt na książki, jest bezpodstawne.

Drugim – obok poprawy nawyków czytelniczych Polaków – celem ustawy ma być poprawa poziomu dostępności książki „ambitnej”. Niestety, i w tym wypadku intencje autorów projektu nijak się mają do rzeczywistych konsekwencji jego wejścia w życie. Rozważmy bowiem dwa przypadki. W pierwszym niech cena sztywna danej książki zostanie ustalona na wysokim poziomie, w wyniku czego wysoka marża pozwoliłaby opłacalnie oferować tę pozycję nawet księgarniom, które dziś uznawane są za najdroższe. Owszem, książka byłaby fizycznie dostępna w wielu miejscach, jednak jej wysoka cena skutkowałaby faktycznym zmniejszeniem jej dostępności na rynku, a więc efektem odwrotnym od zamierzonego. Drugi przypadek to ustalenie niskiej ceny sztywnej. W wyniku tego opłacalnie sprzedawać daną książkę będą mogły jedynie duże sieci, którym efekt skali pozwoli wypracować na obrocie daną pozycją zysk. Nie wymaga wyjaśnienia, że i ta sytuacja skutkuje finalnym zmniejszeniem dostępności książki. Okazuje się zatem, że wbrew zamysłowi pomysłodawców projektu wprowadzenie sztywnej ceny książki nie tylko nie zwiększy dostępności nowości wydawniczych na rynku, ale wręcz może ją ograniczyć.

Autorzy projektu, sami będący beneficjentami ewentualnego wejścia w życie jego postanowień, utrzymują, że wprowadzenie ceny sztywnej jest tak dobrym i pożądanym ze społecznego punktu widzenia rozwiązaniem, że uzasadnia całkowite przekreślenie wolnokonkurencyjnego mechanizmu rządzącego rynkiem. Nie można pozostawić bez słowa komentarza faktu, że obrót towarami w warunkach konkurencyjnych jest dziś elementarnym cywilizacyjnym standardem, odstępstwo od którego wymaga każdorazowo ekstraordynaryjnego uzasadnienia. Wolny rynek sprzyja efektywności gospodarki, premiując podmioty świadczące usługi lub oferujące dobra wyższej jakości lub po niższej cenie. Przedsiębiorcy poddawani są ciągłej presji na usprawnianie procesów produkcji i racjonalizowanie procedur w przedsiębiorstwach, co prowadzi do spadku cen. Ostatecznym beneficjentem takiego stanu rzeczy jest zawsze konsument.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że pomysłodawcy wprowadzenia sztywnych cen książek w okresie roku od ich wydania usiłują ułatwić sobie poprzez działalność lobbingową funkcjonowanie na coraz trudniejszym rynku. Okres postępującej cyfryzacji oraz przenoszenia kolejnych gałęzi handlu do świata wirtualnego jest dla wielu przedsiębiorców czasem nowych wyzwań. Umiejętność dostosowania się do zmieniającej się rzeczywistości bywa warunkiem sine qua non utrzymania się na rynku i branża księgarska nie jest pod tym względem wyjątkiem. Tradycyjne księgarstwo przechodzi kryzys spowodowany m.in. pojawieniem się na rynku tanich księgarni i dyskontów internetowych, zaspokajających potrzeby czytelników po bardzo konkurencyjnych cenach. Bez podjęcia działań dostosowawczych niezależne księgarnie skazane będą na dalsze znikanie z rynku.

Próba administracyjnego zakazania konkurencji cenowej – choć z punktu widzenia księgarzy jest racjonalnym działaniem dostosowawczym – zasługuje oczywiście na słowa krytyki. Istnieje szereg alternatywnych sposobów podjęcia rynkowej walki z dużymi sieciami sprzedaży i tanimi dyskontami. Cena nie stanowi przecież jedynego kryterium, które biorą pod uwagę konsumenci. Doskonale rozumieją to księgarze, którzy modyfikują profil swojej działalności z czysto księgarskiego na formułę księgarnio-klubokawiarni, w której między sprzedawcą a klientem nawiązują się partnerskie więzi, niemożliwe do wytworzenia w dużych sieciach. Klienci cenią ponadto fachową obsługę i są gotowi ze względu na nią właśnie płacić za książki więcej. Należy także wspomnieć, że coraz częściej jako przyszłość tradycyjnych księgarni wskazuje się ich ścisłą specjalizację. Księgarze uczestniczą w grze rynkowej jak każdy inny podmiot gospodarczy, co zawsze wiąże się z koniecznością odpowiadania na zmieniające się preferencje konsumentów i inne uwarunkowania. Jest niedopuszczalnym, by ktokolwiek próbował chronić swoje interesy poprzez próbę ustawowego zakazania cenowej konkurencji ze strony innych podmiotów z tej samej branży.

W gospodarce wolnokonkurencyjnej wymaga się, by konsument miał szansę dokonania najkorzystniejszego dla siebie wyboru, przy czym cena dobra jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na jego decyzję. Wprowadzenie ceny sztywnej, ustalonej jednostronnie przez wydawcę, odbiera konsumentom tę możliwość. Na ironię zakrawa fakt, że grupa interesu, która wyraża głębokie ubolewanie nad niskim poziomem czytelnictwa w Polsce, jednocześnie zamierza wprowadzić regulację uniemożliwiającą oferowanie czytelnikom nowości wydawniczych w konkurencyjnych cenach. Rozwój tanich dyskontów i dużych sieci doprowadził do spadku cen książek, co poskutkowało wzrostem ich dostępności. Projekt ustawy o jednolitej cenie książki jest wymierzony m.in. w przedsiębiorców oferujących pozycje w niskich cenach. Bez wątpienia przyniesie to niepożądany skutek w postaci mniejszej liczby kupowanych książek, a zatem i spadku poziomu czytelnictwa. Ta konkluzja prowadzi do pytania o prawdziwe intencje pomysłodawców projektu – jeśli tak zależy im na poprawie poziomu czytelnictwa, to dlaczego forsują regulację zmierzającą do jego ograniczenia?

Kolejny aspekt, który wymaga poruszenia, to rozważenie rzeczywistych przyczyn pogarszającej się w ostatnich latach kondycji tradycyjnego księgarstwa. Wspomnieliśmy już o złych nawykach czytelniczych Polaków, jednak one nie zmieniają się z roku na rok, w związku z czym nie mogą być uznane za wyłączny czy choćby istotny powód niedawnej zapaści na rynku księgarskim. W naszej opinii do wznowienia „legislacyjnej ofensywy” księgarzy przyczyniły się w największym stopniu wprowadzenie w 2011 r. pięcioprocentowej stawki VAT na książki drukowane, a także wprowadzenie w bieżącym roku szkolnym tzw. „darmowego podręcznika”. Oba te posunięcia koalicji PO-PSL znacząco pogorszyły sytuację księgarzy. Szczególnie istotne w tym kontekście jest faktyczne zmonopolizowanie oferty dydaktycznej przez rządowe podręczniki, co w sposób radykalny odbiło się na kondycji finansowej lokalnych księgarni. Należy sobie bowiem zdawać sprawę, że obrót podręcznikami szkolnymi przynosił dotychczas w wielu z nich do 70% rocznego przychodu. Ten intratny interes pozwalał księgarzom finansować mniej rentowne przedsięwzięcia i zaopatrywać się w książki ambitne, choć nie najbardziej poczytne. Księgarze boleśnie odczuli skutki wprowadzenia rządowego podręcznika – notabene fatalnie ocenianego przez dydaktyków – i próbują kompensować straty przy pomocy kontrowersyjnej inicjatywy legislacyjnej. W razie uchwalenia ustawy o jednolitej cenie książki będzie można zatem śmiało po raz kolejny przywołać zawsze aktualną myśl Stefana Kisielewskiego, który mawiał, że „socjalizm bohatersko pokonuje trudności nieznane w żadnym innym ustroju”. Na podkreślenie zasługuje, że za złą kondycję niezależnych księgarń odpowiedzialność ponoszą nie demonizowane wielkie sieci sprzedażowe, ale przede wszystkim rządząca koalicja.

Pomysłodawcy projektu wielokrotnie odwołują się do państw Europy Zachodniej (Niemcy, Francja, Szwecja), argumentując, że podobne do proponowanego rozwiązania są „cywilizowanym standardem”. Porównanie polskiego rynku książki z rynkami wymienionych wyżej państw jest nieuprawnionym nadużyciem choćby ze względu na duże różnice w zarobkach i sile nabywczej przeciętnej pensji w relacji do polskich płac, w relatywnych cenach książek oraz w nawykach czytelniczych mieszkańców tych krajów. Ustawa o jednolitej cenie książki nie zmieni w magiczny sposób żadnego z tych uwarunkowań. Jak była mowa wcześniej, dopóki w Polsce nie wygeneruje się popyt na książkę, administracyjne ratowanie sprzedawców książek nie posłuży nikomu poza samymi sprzedawcami książek.

Podsumowując tekst, należy zwrócić uwagę na następujące zagadnienia:

  1. Senacka Komisja Kultury i Środków przekazu przejęła do dalszych prac projekt ustawy o jednolitej cenie książki, którego podstawowym postanowieniem jest nakaz sprzedaży książek po sztywnej cenie ustalonej przez wydawcę w okresie roku po wprowadzeniu do obrotu.
  2. Cena sztywna wydaje się w tym przypadku regulacją niekonstytucyjną ze względu na niezgodność z art. 22 i art. 31 ust. 3 Konstytucji RP.
  3. Cena sztywna nie ma w naszej opinii szans osiągnięcia zamierzonych przez autorów projektu celów – ani nie zwiększy dostępności książek, ani nie wpłynie bezpośrednio lub pośrednio na nawyki czytelnicze Polaków.
  4. Wprowadzenie ceny sztywnej może poskutkować wzrostem cen książek, widocznym zwłaszcza w segmencie niskokosztowych, tanich księgarni i dyskontów internetowych, a w konsekwencji poskutkować zmniejszeniem poziomu czytelnictwa.
  5. Zmniejszanie się liczby tradycyjnych księgarni, choć oceniane przez nas jako zjawisko negatywne, jest konsekwencją działania normalnych uwarunkowań rynkowych (niski popyt na książki; wzrost znaczenia rynkowego tanich alternatyw dla tradycyjnych księgarni) i nie może być administracyjnie hamowane poprzez faktyczne wyłączenie mechanizmu wolnorynkowego w tej branży.
  6. Tradycyjne księgarnie powinny, w celu utrzymania się na rynku, oferować konsumentom nowe usługi, których nie mogą zaoferować duże sieci i wirtualni konkurenci; ponadto powinny specjalizować się tematycznie – słowem: dostosować się do zmieniających się uwarunkowań jak każdy inny podmiot gospodarczy.
  7. Ważnym a niedocenianym powodem złej kondycji branży księgarskiej jest polityka rządu, który najpierw opodatkował książki drukowane (2011 r.), a potem „zabrał chleb” księgarzom, wprowadzając do szkół tzw. „darmowy podręcznik”.

Cenisz naszą pracę? Polub nas na Facebooku! Spodobał Ci się tekst?Polub go! Twoje wsparcie jest dla nas ważne.

Spodobał Ci się ten tekst? Udostępnij go:Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Google+0Pin on Pinterest0Email this to someone

Komentarze

komentarzy