Ustawą zlikwidować bezrobocie wśród młodych?

Podczas minionej kampanii prezydenckiej hucznie nagłośniono projekt ustawy mający dać 100 000 miejsc pracy bezrobotnym absolwentom szkół wyższych. Jego założenia opierają się na refinansowaniu zatrudnienia młodych osób ze środków Funduszu Pracy.

 

Co zdaniem wnioskodawców przemawia za zastosowaniem takiego rozwiązania?

 

Projektodawca w uzasadnieniu wskazuje, iż w ostatnich latach nieznacznie wzrósł wskaźnik zatrudnienia wśród młodych tj. o 1,6 p.p., przy jednoczesnym obniżeniu się stopy bezrobocia o 5,3 p.p. W swojej ogólnej ocenie obecnej jak i przyszłej sytuacji uwzględnia problemy demograficzne, słusznie wskazując je jako jedne z największych wyzwań stojących przed Polską. Niemniej jednak w uzasadnieniu projektu próżno szukać odniesienia do nadal dużej emigracji i jej konsekwencji dla polskiego rynku pracy oraz ewentualnej korelacji pomiędzy liczbą emigrujących, a spadkiem bezrobocia. Ponadto podkreślić należy, iż jako osoby bezrobotne traktowane są osoby zarejestrowane w powiatowych urzędach pracy. Archaicznych i zbiurokratyzowanych instytucjach, których działalność jest powszechnie krytykowana jako skrajnie nieefektywna w wielu wymiarach. Przy czym znowu nie uwzględnia się istotnego czynnika – czy osoby młode rejestrują się w PUP? Założenia przyświecające projektowi najlepiej obrazuje cytat z treści projektu: Nie chodzi jednak, by osoby młode podejmowały jakąkolwiek pracę, lecz by była to praca, która aktualnie da im możliwość godnego życia i rozwoju, jak również w razie konieczności korzystania w pełnym zakresie z nieodpłatnych świadczeń opieki zdrowotnej, zaś w perspektywie umożliwi nabycie uprawnień emerytalnych”.

 

Skąd pieniądze?

 

Na wprowadzenie powyższego instrumentu przeznaczona zostanie kwota około 2,7 mld zł(!) z czego, jak wskazują projektodawcy, 40% z tej sumy ma trafić z powrotem do budżetu państwa. Jak ma wyglądać taki przepływ pieniędzy? Ze środków Funduszu Pracy finansowane będą między innymi składki na ubezpieczenie społeczne (w tym składka na Fundusz Pracy), co ma spowodować iż część z tych pieniędzy wróci do systemu! Mamy więc do czynienia z typowym przykładem występującym w szeroko rozumianej polskiej administracji publicznej, gdy pieniądze publiczne przekazywane są z jednej państwowej kieszeni do drugiej, przy jednoczesnej utracie części środków.

 

Jak to wszystko ma wyglądać w praktyce?

 

We wstępie podkreślić należy, że w polskim systemie istnieje już podobne rozwiązanie – tzw. staże z urzędu pracy. W założeniu uczestnicy tego programu mają nabywać doświadczenie, co w przyszłości ma ułatwić im znalezienie innego zatrudnienia. Tyle jeżeli chodzi o teorie, a w praktyce często okazuje się, iż mają one charakter fikcyjny o ograniczonej przydatności. Stażysta podpisuje umowę z urzędem i jest przez te instytucje kierowany do pracodawcy, za swój czas otrzymuje stypendium w wysokości 120% zasiłku dla bezrobotnych. Czy projektodawca analizuje powyższą instytucję? W uzasadnieniu wskazuje jedynie, że: „Dużym zainteresowaniem cieszą się staże u pracodawcy i szkolenia”. Brak jest jakiegokolwiek odniesienia co do skuteczności ponoszonych przez państwo wydatków. Tworząc nową instytucję prawną należałoby przebadać już funkcjonujące, bardzo podobne rozwiązanie, a nie ograniczyć się wyłącznie do wskazania, że cieszą się popularnością wśród beneficjentów.

Tymczasem w celu skorzystania z nowego programu przedsiębiorca będzie zmuszony do podpisania umowy ze starostą w której określone zostaną szczegółowe warunki współpracy (w projekcie wskazany jest wzór jak obliczana będzie wysokość pomocy dla poszczególnych województw). Natomiast projektodawca wprost wskazuje, że pracodawca przyjmując skierowanego bezrobotnego będzie zmuszony do kontynuowania zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu, przez 12 miesięcy po zakończeniu okresu objętego refundacją.

 

Co w sytuacji gdy z rożnych przyczyn dalsza współpraca z pracownikiem nie jest możliwa?

 

Jeżeli pracownik zrezygnuje lub rozwiązany zostanie z nim stosunek pracy z jego winy bez wypowiedzenia (art. 52 Kodeksu pracy), starosta skieruje do pracy innego bezrobotnego! Czyli w sytuacji gdy okres refundacyjny minął, a pracownik w tym czasie np. dokonał ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych (czyli spełnił przesłankę rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika) pracodawca zmuszony będzie do zatrudnienia nowej, nieznanej i nieprzygotowanej osoby na zwolnione stanowisko! W przypadku braku zgody zobligowany jest do zwrotu uzyskanej pomocy: „w kwocie proporcjonalnej do okresu, w którym nie utrzymano zatrudnienia skierowanej osoby wraz z odsetkami ustawowymi naliczonymi od dnia otrzymania pierwszej refundacji”. Uwzględniając powyższe ryzyko raczej pewne jest, iż uczestniczący w projekcie pracodawcy unikać będą powierzenia i tworzenia stanowisk wymagających większą odpowiedzialność. Natomiast czy w takim przypadku zrealizowany będzie szumnie zapowiadany przez wnioskodawców cel tj.: przygotowanie pełnowartościowych pracowników z dwuletnim doświadczeniem? Wątpimy.

 

Kto na tym straci?

 

Poza oczywistą kategorią obywateli jaka zawsze w takiej sytuacji jest poszkodowana czyli podatnicy, na pewno pogorszy się sytuacja pracowników po 30 roku życia wykonujących nieskomplikowaną pracę. Niestety ale nie wytrzymają oni konkurencji z bardzo tanimi (bo refundowanymi) młodszymi rodakami. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, można z dużym prawdopodobieństwem przewidywać, że bezrobocie w przypadku powszechnego korzystania z programu zostanie częściowo wypchnięte do innej grupy wiekowej.

Paradoksalnie straci również część przedsiębiorców. Oczywistym faktem jest, iż nie każdy pracodawca skorzysta z takiego projektu, bowiem refundacja jest fakultatywna: „Starosta może, na podstawie zawartej umowy, refundować pracodawcy…”. W konsekwencji uprzywilejowani przez władze samorządowe przedsiębiorcy będą mieć lepszą pozycję na rynku, niż ci którzy z programu z różnych względów nie skorzystają. W przypadku działalności gospodarczej prowadzonej na większą skalę jednostkowi pracownicy zasadniczo nie zaburzą konkurencji. Inaczej może być w mniejszych miejscowościach i w działalności opierającej się na niskiej marży np. handlu detalicznym. Prosty przykład: jeden sklepik lokalny ma „darmowego” sprzedawcę przez rok, a drugi nie. Kto zyska, a kto straci? Odpowiedź jest oczywista.

Stracą na tym także niektórzy młodzi ludzie. Wynika to z całkowicie niezrozumiałego rozwiązania jakim jest zastosowana przez projektodawców zasada pierwszeństwa przy wyborze osób uprawnionych do skorzystania z pomocy. Zgodnie z założeniami preferowane będą osoby nie pracujące wcześniej na umowę o pracę! Kolejny raz nasz prawodawca stosuje bardzo kontrowersyjne kryterium rozróżniające o charakterze dyskryminacyjnym.

Odnosząc się do powyższego – wyobraźmy sobie następującą sytuację – młoda osoba z mniejszego miasta przyjechała studiować do oddalonego od swojej rodzinnej miejscowości dużego ośrodka akademickiego. Żeby móc realizować swoje marzenia i pasje, podczas studiów podjęła np. dorywczą pracę na pół etatu. W konsekwencji tej decyzji nie będzie brana pod uwagę w pierwszej kolejności przy podziale pomocy.

Idźmy dalej i przeanalizujmy kolejną możliwość. Młody człowiek bezpośrednio po maturze nie wybrał się na studia  (chociażby uznając je za niepotrzebną stratę czasu), a zamiast tego podjął pracę w rodzinnym warsztacie. Zmieniając ocenę swojej sytuacji, po roku zdecydował się skończyć trzyletnie studia na wymarzonym kierunku. Jaki jest tego skutek? Znowu przez sam fakt, iż wcześniej pracował w oparciu o umowę o pracę będzie mniej preferowany przez system. (Przepis podczas prac w komisji został wykreślony – edytowane 18.07.2015 r.).

 

Podsumowując – jakie będą realne skutki projektu?

 

Na pewno przyczynią się do dalszego zaburzenia podejmowanych decyzji, które dopasowane będą do wadliwych rozwiązań systemowych. Liczyć się będzie osiągnięcie doraźnych korzyści (zarówno przez pracowników jak i przedsiębiorców). Dla przykładu: w celu ewentualnego uniknięcia zastosowanego przez ustawodawcę ograniczenia wystarczy podjąć w czasie studiów pracę w oparciu o stosunek cywilnoprawny tj. umowę zlecenie bądź umowę o dzieło. Co zabawne, projektodawca w uzasadnieniu wskazuje, iż ministerstwo pracy dąży do zwiększenia zatrudnienia młodych osób w oparciu o umowę o pracę na czas nieokreślony!

Zdaniem autorów bloga przygotowany przez koalicje rządową projekt jest kolejnym, jaskrawym przykładem czerwonej taśmy w Polsce. Czyli instrumentalnego traktowania prawa, które w rzeczywistości prowadzi do wprowadzania niepotrzebnych instytucji prawnych do naszego już przesadnie skomplikowanego systemu. Uzasadnienie projektu w żaden sposób nie przekonuje, jest raczej zbiorem korzystnych z punktu widzenia projektodawcy danych i założeń. Angażując tak duże środki publiczne (prawie 3 mld zł!) Należałoby przeprowadzić dogłębną analizę problemu oraz ocenić czy w ogóle tego rodzaju rozwiązanie jest potrzebne. Naszym zdaniem nie jest. Natomiast z bardzo dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić że, nie zostaną osiągnięte zamierzone i propagowane cele. Produktywnych i wartościowych miejsc pracy nie tworzy się ustawami.

Czego natomiast możemy być pewni? Wzrostu biurokracji oraz dalszego zniekształcania już często patologicznego rynku pracy. Zamiast próbować eliminować prawdziwe bariery w rozwoju zawodowym młodych ludzi, takie jak chociażby: klin podatkowy, niedopasowane do rynku pracy studia wyższe, brak szkół zawodowych czy liczne zawody regulowane, projektodawcy zdają się iść po najmniejszej linii oporu wierząc, iż za pomocą prawa oraz środków publicznych są w stanie rozwiązać skomplikowany problem społeczny i gospodarczy.

 

Chyba, że chodzi tylko o politykę… ale tym staramy się tutaj nie zajmować.

 

 

 

Cenisz naszą pracę? Polub nas na Facebooku! Spodobał Ci się tekst? Polub go! Twoje wsparcie jest dla nas ważne.
Za zdjęcie dziękujemy: Hunger Line via photopin (license)

Spodobał Ci się ten tekst? Udostępnij go:Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Google+0Pin on Pinterest0Email this to someone

Komentarze

komentarzy